czwartek, 27 listopada 2014

le niu szek :)

To jest notatka z 18.11.2014.. tak wyszło, że nie dokończyłam, ale wrzucam teraz. :)


Dziś mam urlopo, więc piszę do Was z rana. :) Ostatnie dwa tygodnie chodziłam jak zombie, bo mimo iż się zarzekałam i zaklinałam, to w sobotę poszłam znowu na nadgodziny. Opowiem Wam moją mrożącą krew w żyłach, sobotnią historię!! :)

W sobotę wstałam chwilę wcześniej, bo miałam zajechać po znajomych, do Bury st. Edmunds, które to znajduje się po drodze do pracy. Zjadłam śniadanko, wypiłam kawę i ruszyłam. Na drodze nie było widać NIC, mleko, mgła absolutna, ledwo widoczne samochody nadjeżdżające z naprzeciwka. Do pokonania ponad 20 km, więc minę miałam kiepską i jechałam maksymalnie 60 km/h. Odważna Lena straciła swą odwagę w momencie, w którym na drogę wyszło rogate zwierze, jednak (dzięki Bogu) wystraszyło się i schowało na poboczu. Myślałam, że już nic mnie złego nie spotka, kiedy w oddali zamajaczyły mi niebiesko czerwone światła policyjne. No nie, wypadek. Stoi policjant kierujący ruchem i każe czekać.. minuta, dwie, trzy... spóźnię się, nie ma tu objazdu żadnego, jest mgła, nic nie widać, nie mam czasu, nie tylko ja się spóźnię, ale i ktoś przeze mnie.. Po kilku minutach zostałam przepuszczona i ruszyłam dalej. Lekko spóźniona (kierując się nawigacją, która mnie oszukała) dotarłam do celu, jednak nigdzie nie zauważyłam nazwy ulicy z której mam zabrać pasażerów. Krążę, krążę... zgubiłam się. :o CO JESZCZE? Bliska płaczu i załamania nerwowego zadzwoniłam po wsparcie i tak oto, wcale nie spóźnieni, dotarliśmy na dziesięciogodzinne nadgodziny do pracy. :D Na szczęście po powrocie czekał na mnie pyszny obiad, więc moje męczarnie i stresy zostały wynagrodzone.

Przechodzimy do rzeczy przyjemnych!

GDYBYŚ CHCIAŁ ZOSTAĆ PASTUSZKIEM, ANIOŁKIEM, OWIECZKĄ, BARANKIEM, CZY TEŻ INNYM JASEŁKOWYM STWOREM, TOOOOOO....









He he :) Poczuj magię Świąt!!





I oto jeszcze mój hit! :D


Choinkę zakupiłam dla pewnej osoby w prezencie. :D


ZAKOCHAŁAM SIĘ!!



Najlepsze, najpyszniejsze i najsłodsze na świecie... mniam mniam mniam!

A skoro jesteśmy w temacie, to właśnie zrealizowałam swoje wszystkie założenia, które miałam w Polsce, czyli oprócz zapisania się na angielski i znalezienia pracy, planowałam zapisać się na fitness.. i oto:


ta ta taaaaaaaaa!! Roczny kontrakt ( inaczej się nie da ;)) zobowiązuje, czekam na pierwszą wizytę!

Oczywiście mam teraz dużo nowych planów i spełniłam więcej marzeń niż w ogóle oczekiwałam, ale o tym w przyszłości. :)


ciao 

wtorek, 11 listopada 2014

łaj?

Dlaczego ludzie mają czasem ból dupy?  Moje przemyślenia dotyczą wydarzeń z ostatnich dni. :) Jak to jest, że kiedy nam się coś udaje, do czegoś dążymy, to zawsze ktoś musi mieć lepsze coś i chce zrobić wszystko, żeby poczuć się lepiej żebyś Ty poczuł się gorzej? :) Nie można tak zwyczajnie cieszyć się z czyjegoś sukcesu? Dziś napisała do mnie moja przyjaciółka z dzieciństwa (M.), która czyta mojego bloga i wiadomość od Niej wręcz emanowała pozytywnym nastawieniem, radością i zadowoleniem z tego, że nam się układa. Da się!?!!? A o ile zdrowszy mamy żołądek i resztę narządów. To nie jest tak, że wszystko jest cudowne i jestem cały czas szczęśliwa i nagle wszystko mi się udaje i przychodzi z łatwością. Czasem jest ciężko, ale trzeba spiąć dupeczkę a nie pozostawać w stagnacji. Może czas przestać hejtować i wziąć się za swoje nudne życie?!?!?! :)

Nie dajcie się! :) Stay strong i trzymaj się z daleka od małych ludzi!




poniedziałek, 10 listopada 2014

name day

Tę notatkę pragnę poświęcić mojemu wspaniałemu Kamilowi. :)



od którego otrzymałam dziś powyższe, najpiękniejsze kwiaty. :) Kamilowi, który potrafi zaskoczyć mnie moją ulubioną piżamą, czy też wymarzonym lustrem a także podnieść dupeczkę w sobotę o 5 rano tylko po to, żeby zrobić nam kawę i odprawić do pracy. :) Gdyby nie On, już dawno chlipałabym sobie w Ostrołęce nad moim ciężkim losem. 

Tym optymistycznym, szczęśliwym akcentem kończę swój wywód nad moim najlepszym Kamilem pod słońcem! :)

Il mondo :)


<3 

niedziela, 9 listopada 2014

mam więcej szczęścia niż rozumu :)

Ostatnimi czasy pisałam, że nic się nie dzieje, nic nowego, nic ciekawego. Otóż dzieje się teraz bardzo dużo. :)

Na początek coś dla znudzonych (tych, którzy będą czytać mojego posta w pracy ;))


A także coś dla mojej Mamy :)


takiego koloru chyba jeszcze nie masz, musimy to nadrobić. :)

Pierwszy temat P O L A N D I A




Wszystko jak zwykle spontanicznie. W ciągu tygodnia zdążyliśmy wszystko zaplanować, kupić bilety, pojechać i wrócić. Wszyscy pytają jak było, a ja odpowiadam: ZIMNO! W Anglii pakowaliśmy się do samolotu w sweterkach a wypakowaliśmy w kurtkach i czapkach.

Podróż wspaniała :)






(lotniskowe, angielskie kanapki z tuńczykiem: MNIAMII!!!!)


Misja: Polska, zakończona powodzeniem.


się zobaczy. :)

Odwiedziłam dentystę i przeżyłam koszmar życia.. Oto moja historia: cztery miesiące temu (prawie pięć) byłam w Warszawie u dentysty, ponieważ poniewuż otóż toteż zatem aczkolwiek niekoniecznie: ukruszył mi się ząb numer 6. Pani doktUr napakowała mi jakiegoś lekarstwa i mówi, że mam się zgłosić za 4 miesiące. Poinformowałam ją oczywiście, że będę za granicą i zapytałam, czy nie da się tego przyspieszyć? Odpowiedź oczywiście: nie, nie da się. Kilka tygodni temu to coś też mi się ukruszyło, więc jak tylko miałam możliwość, czyli w poniedziałek, ruszyłam do dentysty (sprawdzonego). Olaboga powiedziała Pani Kowalczyk, a także: w dzisiejszych czasach nie wkłada się takiego czegoś na tyle czasu!!!!!! No i kanałowe. Zapodała mi truciznę, myślałam, że zejdę na tym fotelu, mimo iż dostałam znieczulenie. Idąc za ciosem, opracowana została również siódemeczka i zadowolona wyszłam z gabinetu, z obietnicą, że wrócę za miesiąc. Miesiąc okazał się kilkoma godzinami, bo bolało mnie strasznie, więc wieczorem znowu rozwiercanie, oczyszczanie i od nowa.. znowu myślałam, że zejdę. Dobra wiadomość jest taka, że niedługo będę miała to z głowy, a zła, że jednak nie wybiorę się z tym do Polski, bo dentystę mam tu na miejscu (podobno dobry). Także o :) Za bycie dzielną otrzymałam:



W Ostrołęczce miałam okazję spotkać się z moją rodzinką (trafiło na Święto Zmarłych, więc spotkanie na cmentarzu z moją ogromną familią było nieuniknione :)). Spędziłam te kilka dni na przyjemnym rozkoszowaniu się moim ukochanym miastem, rodziną i ulubionym podwórkiem Kamila. ;)



W Warszawie z kolei zawitaliśmy do Góralów (no, Jarzębowskich :)).




i prawie do Kolpo...


Swoją drogą, to tęsknię za moimi Kapuśniakami, które gniją na nadgodzinach. :* :) Nie wiem, co mnie podkusiło, ale w sobotę również zapisałam się na takowe i przez 10 godzin umęczyłam się straszliwie. NIGDY WIĘCEJ.

Miłe wspomnienie bloku przy Grzybowskiej



Podróż ta uświadomiła nam:
Kamilowi: nie ma co się poddawać,
Mi: do domu blisko,
Nam: jeśli czegoś chcesz, to to masz i nieważne za jaką cenę, bo pieniądze dziś są, jutro ich nie ma, a Polska to nie koniec świata

:)

DALEJ

Polska pożegnała nas tak




a tak przywitała Englandia



Ciekawostki :)

Dzieci w Anglii nie taszczą ze sobą ciężkich plecaków i ich mundurek nie wygląda: czarne spodnie i wyprany błękitny T-shirt. Mają małą teczkę w której znajduje się zapewne jakiś zeszycik oraz pocinają - chłopcy - pod krawatem, dziewczynki - w plisowanych spódniczkach. Uroczy widok, jak wraca para roześmianych kumpli ze szkoły, powyciągane ze spodni koszule, poprzekręcane krawaty. :)

Druga jest taka, że jeśli chcesz zjeść pizzę, to musisz za nią trochę zapłacić (dwie pizze 20 funtów - tyle co moje nowe jeansy z New Looka :)) Ale nie o tym.. możesz ją sobie zamówić w drodze do domu, przez internet, w aplikacji:


i sprawdzasz sobie status swojego zamówienia. :) Można? Można.

Trzy!
W sklepach przy kasie kasjerki często pytają: Would you like any cash back? Zdziwiona mocno dopytałam co to jest i okazuje się, że przy zakupach za 30 funtów, możesz poprosić o wypłacenie jakiejś kwoty w gotówce (taki bankomat) i o taką kwotę oczywiście powiększasz swoją płatność kartą. MOŻNA WYGODNIE!!??? :)

Z okazji rocznicy otrzymałam piękne perfumy oraaaaaz:


Ho ho ho. w moim łóżu już świąteczny nastrój i świąteczna piżama. :)

W sobotę wróciłam po pracy do domu, a tam!!????


i tak o to misja: urządzanie pokoju zakończona również powodzeniem (nadal czekamy na łóżko).

W sklepach bez zmian:





Kupiłam już białe płatki śniegu do powieszenia i sukcesywnie zbieramy prezenty. :)

Do mojego uroczego miasteczka przeprowadziło się moich dwóch braci ciotecznych oraz dziewczyna jednego z nich. Nie posiadam się z radości. :) Weekend spędziliśmy na załatwianiu spraw, ten tydzień także będzie należał do intensywnych. :)

Oddalam się do łóżka, bo spałam dziś 4 godziny na podłodze w salonie, co oznacza, że nie pamiętam kiedy ostatnio się wyspałam. :D I tak nie zdążę się już wyspać, ale jutro do pracy, więc dobranoc i oczywiście przypominam: na pewno zapomniałam o czymś napisać. :) Buziaki!!