niedziela, 30 sierpnia 2015

dzień 8

Najlepszy dzień na sprzątanie? NIEDZIELA!

Jak mi się nudzi. No tak mi się nudzi... a na dworze pada i pada i pada. A Kamil sobie śmiga po Manhattanie. Gdzie jest sprawiedliwość na świecie? ;) Ogarnęłam dziś drugie pół chaty (zaczęłam już wczoraj ;)) i cały pokój. Lubię teraz nasz pokój. Jest w nim dużo miejsca i zaczynam powoli planować jakieś dodatki.

We wtorek dzień sądny, bo idę do fryzjera. Mam kilka pomysłów, jeden bardzo odważny. :D Się zobaczy.

Ależ moje życie jest emocjonujące.. z tego co patrzę po poprzednich postach. Dziś wjechała nauka angielskiego i skończyłam oglądać sezon 5 Chirurgów (251415 raz z kolei). 6 się właśnie pobiera.

Dziś nie wstałam na Spinning, ale jutro o 10 śmigam na zajęcia ze sztangami. Na pewno.

odpadam się kąpać i spać

no wróć już

tęsknię dzień 8 

sobota, 29 sierpnia 2015

dzień 6 i 7

Wczoraj po pracy przepadłam na zakupach, później na basenie na aqua aerobiku a następnie przy drinach z Agatą i Ewą. I tak o. Dziś zmarnowałam cały dzień na robienie nic. Trochę posprzątałam, trochę pospałam. Nie mam siły, ledwo zwlekłam się do sklepu. 

Moje nowe, cudne nabytki


I kubek ze zdjęciem mojej Kury Gosi Laskosi :)


W środę zakończyły żywot moje różowe conversy, które kupiłam za pierwszą wypłatę z pierwszej pracy - w księgarni. :) Teraz to już robocze obuwie. 


Dopiero po 22, ale jeszcze nie odespałam intensywnego tygodnia, więc oddalam się do łóżka. Ha! Przecież ja nie mam łóżka. Nawet materaca. Dmuchany dziurawy, więc śpię na kombinacji koców, kołder i innych miękkich materiałów. :) Do wtorku, bo wtedy też dotrze zamówiony materac. W poniedziałek w UK jest Bank Holiday, więc przede mną jeszcze dwa dni wolnego! Jutro o 9 spinning.. czy ja wstanę!!???!

tęsknię jak stąd do wiesz gdzie

:*

czwartek, 27 sierpnia 2015

Dzien 5!

Just do it! 

Ale mam dzis moc. Post bedzie bez polskich znakow, bo juz jest pozno (22... Chodze spac z kurami, bo wstaje o 6) i pisze na tablecie. Na szybko. Dzien 5. Poranek. Budze sie na podlodze. ;) Klasyk z rana, pierwsza mysl: po pracy klade sie spac, zaden fitness, nie ma opcji - duzo slodyczy i do wyra. Osiem godzin pozniej zrezygnowalam ze slodyczy, jednak caly czas motywowalam sama siebie, zeby wyczolgac sie z domu na silownie. Szybki obiad, odwiedziny u sasiadow, ruszam. To byla najlepsza decyzja w moim zyciu ;) (druga zaraz po tym, jak powiedzenie: tak, pewnemu Panu ;)). 

Circuts - moj wlasny, osobisty, personalny killer. Nie bylam nigdy na gorszych dla mnie zajeciach, pewnie jeszcze bede. ;) Zaczynamy od rozgrzewki, ktora polega na bieganiu, podskokach tudziez innych przysiadach. 10 minut. Potem juz tylko gorzej. Juz na samym poczatku powiedzialam do kolezanki: nie lubie biegac. Bach. 30 sekund cwiczenie na danej stacji, 30 sekund biegu - najszybciej jak mozesz, 10 sekund przerwy... I tak dalej, przed pol godziny. Nie czuje rak, nie czuje nog, nie czuje brzucha, czuje, ze zyje. :) Zakochalam sie w mojej silowni i codziennej dawce ruchu. ;) Goooood for me. 

I ciagle zbieram pochwaly za poprawnie wykonywany plank i przysiad. Chodakowska mnie nauczyla. ;) 

Tesknie dzien 5,

Nie zapomnij o breloczkach.

W glowie ukladam juz plan naszego powitania w srode. ;)

Breloczek!!

Kurkkkkaaaamm

A zeby nie bylo nudno, to zaraz wybiore jakas fotke z tableta i wkleje. Nie mowie, ze bedzie tematyczna. ;)





A jednak ;))

wtorek, 25 sierpnia 2015

dzień 3

Tydzień temu zadzwoniłam do Mamy po spinningu i powiedziałam: Mamo, do dupy to, w Polsce dawali wycisk a tutaj zmęczyłam się tylko trochę. Mhm, tak, na pewno. Dziś szłam na siłownię z myślą o lekkim treningu. Wchodzę, a tam siwy prowadzący, gościu lat 45, który mówi, że to jego ostatnie zajęcia a potem idzie na emeryturę. ;) OMG. Moje ciało popłakało się po całości. Podłoga też. Była ma sa kra, ale jestem super truper usatysfakcjonowana. :) Jutro zamierzam iść na dwa (dwie, dwu, dwy? jak to się pisze? :)) zajęcia pod rząd, bo lepsze to niż spanie cały dzień a muszę się rozruszać.

Kamil jest szczęściarzem. Nie tylko dlatego, że ma mnie ;) he he he hehehehhe. hehhe. he he. heheszki. ;)  Ale dlatego, że siedzi dziś z dupą w business klasie w Dreamlinerze.. a zapłacił za Premium Economy... grrr. Zazdrościłam Ci tego lotu tak bardzo, tak bardzo... a teraz jeszcze bardziej.

Wracaj już z tego USA. Usaaaaa :*

Jako samozwańczy tester maseczek na włosy i twarz, siedzę z zieloną papką na twarzy i owsianką na włosach. Cokolwiek, co poprawi mi samopoczucie.. #testowaniedzieńpierwszy

Tęsknię dzień 3,

przywieź nam breloczek do kluczy do samochodu

Kurkam

a wiecie, że za 7 dni zleci nam już roczek w UK? 

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

dzień 2

Zapomniałam napisać.. sprzedaliśmy łóżko! Serio, serio. Wielki powrót na materac z którego schodzi powietrze. Powód: mamy w pokoju wnękę w której brakowało kilku cm aby wstawić tam łóżko, co spowodowało, że stało ono po drugiej stronie pokoju i nie można było się ruszyć. Jak ogarnę porządki, to wrzucę może jakąś fotkę. ;) 

Dzień drugi upłynął mi bardzo szybko, bo nie ma lepszej metody na przyspieszenie czasu niż sen. Zaplanowałam sobie zajęcia fitness na cały tydzień, ale ze względu na sprawy comiesięczne ;) łóżko okazało się być na dziś najlepszym rozwiązaniem. 

Dziś jeszcze mi nie jest tak smutno, bo dzieli nas tylko 1861 km a jutro będzie to już 7000. 

Zmęczona, niewyspana i tylko trochę smutna ja - idę spać.

Tęsknię dzień 2


niedziela, 23 sierpnia 2015

dzień 1

Kilka sekund.. tyle dokładnie i niedokładnie w zasadzie trwa moment, po którym uświadamiasz sobie jak bardzo bez sensu jest dużo rzeczy bez tej jednej osoby.

11 dni.. tyle zostało do powrotu Kamila do Anglii. 

Wstałam grzecznie o 4 rano i odwiozłam go na lotnisko. Od tego czasu jestem cierpiąca.. jak widać na poniższym zdjęciu. ;) 



i poleciał...




Trochę z poprzednich dni..

Wczoraj byliśmy na pępkowym - grillu na cześć tego właśnie szkrabka



A tydzień temu (w końcu!!) pojechaliśmy na car boot i moje łupy, to: sweter dla małej Em, strój pumpkina dla małej Em i sweter dla mnie. Satysfakcja 100 % :) Oczywiście był to lazy car boot.. bo na ten o 6 rano, to ja nie wstaję. Niedziela dzień Święty, trzeba się wyspać.




Mój Kamil ma Angielskie prawko! W Polsce miał kategorie B oraz C+E.. a tutaj


:D Szkoda, że na samolot nie wklepali ;) Zabawnie to wygląda. 

Cała reszta nie jest zabawna. Tęsknię dzień 1.

i kuram 

wtorek, 11 sierpnia 2015

żoną miałam być

16:30, sobota. Patrzę w lustro, na swoje odbicie: spięte włosy tylko na połowie głowy, reszta - rozczochrana - opada na ramiona. Spoglądam w dół, a tam poniszczone, niezadbane, niepomalowane i nie do końca doczyszczone po pracy paznokcie. Za pół godziny ślub.. jedyna kosmetyczka, która o tej porze może się zająć moimi pożal się borze dłońmi, maluje je lakierem bezbarwnym i każe udawać, że wszystko jest w porządku. Akcja przenosi się do Kościoła, gdzie czytamy z Kamilem czytanie z Pisma Świętego i co chwila chichoczę, bo przestawiają mi się literki przed oczami. Dwie sekundy później oglądam się w lustrze a tam, na mojej pięknej (naprawdę była piękna) sukni wielka plama.. 

Tak, to jest mój koszmar. Koszmar, który śnił mi się ostatniej nocy i przyprawia mnie o kołatanie serca. :) A to jeszcze rok.  A dokładnie rok, 52 dni, 17 godzin, 32 minuty i 43 sekundy. :) Zespół mamy, kamerzystę mamy, salę mamy i co najważniejsze: fotograf - obecny! Nie mamy za to całej reszty... i jak zaczynam myśleć, co jeszcze musimy ogarnąć, ile decyzji podjąć i ile rzeczy wybrać... począwszy od najprostszego.. nie podoba mi się żaden, ale to żaden wzór zaproszeń... no ale co zrobisz. Trudne wybory.. a i tak pewnie jedne z łatwiejszych w naszym wspólnym życiu. :) 


Jak to powiedziała raz Kamilka Kurp: najważniejsze, że jest odpowiedni narzeczony! 

Prawda.

o! wiązankę ślubną mam już wybraną :) trzeba tylko znaleźć cudotwórcę, który taką stworzy... 

już tylko rok, 52 dni, 17 godzin, 22 minuty i 42 sekundy.

niedziela, 2 sierpnia 2015

goście i gościówki

Na wstępie zaznaczę, że notatka posiada dużo zdjęć i kilka filmików, które warto obejrzeć a przy tym wyłączyć dźwięk, bo śmieję się jak głupek. ;) Dosłownie jak głupek - wyłączcie dźwięk. Wpis ten miał powstać we wtorek po wyjeździe dziewczyn, ale czas poprzedzający ich wizytę oraz ten, gdy już były na miejscu zaowocował moim wiecznym niewyspaniem, więc po pracy padłam jak zwłoki i powstałam po 4 godzinach. W środę miałam taką migrenę, że padłam również jak zwłoki. W czwartek nie było czasu a w piątek zakupy, kręgle i tak o. Mamy niedzielę, a wczoraj też nic nie napisałam, bo była akcja porodówka - o tym za chwilę. 

W czwartek tydzień temu niestety ominęły mnie zakupy w Norwich, ale dostałam w prezencie Minionkową piżamkę i wcale nie było mi tak smutno. ;) W piątek za to wybrałyśmy się do pubu. Leje deszcz - dzień pierwszy. 


Moja prosta grzywka przestała być prosta, tak samo jak mój taneczny krok, którym wracałam do domu. A raczej szłam do samochodu. :) 

Sobota: Lądek Zdrój! W końcu. Pogoda ładna. 

jedziemy

pierwsza wizyta w metrze





pierwsze spojrzenie na to, co najpopularniejsze w Londynie




 u Elki na herbacie:


love is in the air:

o jak tu ładnie!









kawa smakuje tak samo jak w Thetford ;)



Subway też



i chipsy



ale takiej karuzeli nie mamy!



i ten pan...




Było super!! Duuużo ludzi, godzinne kolejki do London Eye, więc sobie odpuściliśmy. A klimat fajny. Plan mój taki jest, by zakupić przewodnik po UK i skoro mamy już auto - w końcu zacząć zwiedzać. Gdy wracaliśmy już metrem na parking na którym zostawiliśmy samochód, na jednej ze stacji, gdzie się przesiadaliśmy - zobaczyłam ludzi z torbami z Primarka. Krótka instrukcja, co robi się w takiej sytuacji: pytasz gdzie tenże Primark się znajduje i do samochodu docierasz godzinę później. 

Wracamy


zwłoki.

Wieczorem na grilla do sąsiadów, kolejne piwkowanie, kolejne kilka godzin snu a w niedzielę... ahh jedziemy do Pleasurewood Hills! Będzie padać - dzień drugi. Zebraliśmy ekipę, osób 9. Ogień. Nie ma nic fajniejszego, niż wybrać się taką paczką do wesołego ciasteczka. I nie ma nic lepszego niż 7 godzin w tymże ciasteczku, z czego przez 6 leje deszcz. OSOM! Zanim jeszcze zaczęło padać, na pierwszy ogień: łódeczka.


Sprawdziliśmy żołądki, gotowi na dalsze atrakcje! Jolly Roger! 


i głupkowaty śmiech. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jak już jechaliśmy na górę (około 65 metrów) miałam ochotę zacząć krzyczeć, żeby ktoś mnie stamtąd wyciągnął, bo nie dam rady. Bałam się jak cholera i na samą myśl aż mnie ciarki łapią, ale wiem że poszłabym jeszcze raz. ;) Na tejże atrakcji byliśmy razy dwa, za drugim razem też mówiłam: borze co ja tu robię!?!?!



Następnie mamy kolejeczkę. Super hicior.



A tu nagrany nasz cały przejazd. Kamil nagrywał, osiem osób w środku to reszta ekipy.


(na koniec filmiku relacje z przejazdu ;))

Tu akurat byliśmy razy pięć. Zaleta ulewy? Nie ma kolejek. Wsiadasz, wysiadasz, wsiadasz, wysiadasz. ;)

Po tym: Minionki!! Super przejazd, super zakręty, nie ma filmiku, bo wszyscy jeździli.



i samochodziki!




Kamil, gonisz!



i wtedy zaczął padać deszcz...



idziemy na szamkę



do zamku strachu, w którym straszyli prawdziwi ludzie


i po płaszcze przeciwdeszczowe :)


uwierzcie mi, że te okulary świetnie spełniają funkcję przeciwdeszczowych... zwłaszcza na łańcuchowej




mamy film nagrywany lodówką.. to znaczy: Kamil się schował pod dachem, bo padał deszcz i nas tak sobie, człowiek z cukru, przybliżył ;)


papugowe występy



emocjonujące safari



suche włosy:







a teraz najlepsze...


i my na tym najlepszym ;) To już końcówka więc została tylko nasza czwóreczka, przejazd numer 4.


Było suuperrrrrrr. Superowsko. Superowskowskowskowo. Zjazdy na pontonach, zjazd na łódce - do chlapiącej duuużej wody (kiedy już byliśmy cali mokrzy i było nam wszystko obojętne) i wiele wiele innych. :)

Przemoknięci, zmarznięci, szczęśliwi



i nie wiem czemu nie mamy wszyscy wspólnego zdjęcia.. ???

Poniedziałek!! Deszcz: dzień trzeci. Pojechaliśmy nad morze a była tylko rzeka. ;)




gdzie ma Kasia głowę?









I niestety nasz wspólny czas dobiegł końca. :(

też tęskniam moja Ka i pakuj się do miski, czekamy na Cię! :) :*

padało do czwartku..

Przyszedł piątek i wybrałyśmy się na kręgle




Do łóżka dotarłam około 2 w nocy i kładąc się wyłączyłam dźwięki. Za chwilę włączyłam. Włączyłam, wyłączyłam.. myślę: kto będzie do mnie dzwonił rano, przecież muszę się wyspać. Ostatecznie zostały włączone, a o 6 zadzwonił mój brat cioteczny z ulicy obok z informacją: Agata ma skurcze, będzie rodzić. :D Szybki prysznic, lekko pijana i za kilka minut docieramy na miejsce. O maj got. Pierwszy raz w życiu widziałam kobietę ze skurczami i chyba nie mieści mi się w głowie ten ból. Zadzwoniłam do położnej, szczegóły ustalone, jedziemy do szpitala. Odwieźliśmy ich, zostawiliśmy i około 19 (dopiero!!) zostaliśmy znowu ciocią i wujkiem. :)

i tak o :) udanego tygodnia, buziaczki!! :* lecimy biegać