Minął tydzień, więc jestem w stanie napisać coś konkretnego o tym jakże pięknym kraju i o moim nowym życiu w mieście Thetford. :)
Zaczynamy!!!
Sprawa najważniejsza,
poszukiwanie pracy:
W ciągu ostatniego tygodnia odwiedziłam 4 agencje pracy, gdzie w dwóch porozumiewałam się po polsku, natomiast w pozostałych w języku angielskim. Przyjeżdżając tu obawiałam się, że nie zrozumiem nikogo, niczego i nic nie powiem, ale na moje szczęście okazało się inaczej. :) W jednej z agencji (brytyjskiej), pewna Pani podniosła mnie na duchu i pochwaliła, że bez problemu poradziłam sobie z wszystkimi formularzami, z testem, a także rozumiem wszystkie informacje, które ona mi przekazuje i CO NAJLEPSZE potrafię odpowiedzieć w zrozumiały, nieskomplikowany i niepoplątany sposób. W tym kraju wycieczka do agencji z CV nie ma żadnego sensu, ponieważ na wstępie otrzymujesz kilka do kilkunastu kartek z pytaniami dotyczącymi podstawowych informacji o Tobie, przeszłości zawodowej, o zdrowiu, umiejętnościach, oraz z testami z matematyki :), angielskiego oraz z krótkim szkoleniem dotyczącym dźwigania ciężkich przedmiotów - również kończącym się testem. Wypełnienie wszystkiego zajmuje około godziny czasu. Działa to w ten sposób, że jak tylko znajdzie się dla Ciebie odpowiednia praca, otrzymujesz telefon z agencji, ciągle słyszane tu: safety boots, bez których nie wpuszczą Cię do firmy i najszybciej jak się da, najczęściej już wieczorem - idziesz do pracy. Często są to prace tymczasowe, jednodniowe, nudne, ale dobrze płatne. :) Dobrze, czyli podstawowo - 6,31 funta na godzinę - za co jesteś w stanie przeżyć cały miesiąc, wszystko opłacić, kupić sobie ciuchy i jeszcze odłożyć.
Poniżej przedstawiam widok z okien jednej z agencji pracy.
Sklepy:
W naszej okolicy znajduje się dużo dużych sklepów spożywczych. :) A także nowo otwarty - Lidl, w którym spodziewałam się serków Pilos i wody Saguaro, jednak zastałam wodę Carrick Glen i serekniepamiętamnazwy. Na półkach jest dużo więcej rodzajów każdego produktu i mega mi się to podoba. Mamy sklep w stylu Biedronka - Aldi - gdzie jest naprawdę tanio i niekoniecznie super jakościowo. W samym Thetford naliczyłam już około 5 sklepów, gdzie można dostać polskie jedzenie i polskie produkty. :) Przy najbliższej okazji porobię zdjęcia ciekawych produktów. Moje serce zdobył Poundland, gdzie jak sama nazwa wskazuje, można kupić wszystko za funta. :) I tak od Domestosów przez pojemniki na żywność, ozdoby, po słodycze - możesz tam kupić bardzo dużo rzeczy. Dla porównania: wczoraj kupiłam tam dezodorant Dove za funta i później wyczaiłam go w innym sklepie za 2,5. Czyli się opłaca. :)
Z ciekawostek dopiszę, że opłaca tu się zbierać w sklepach spożywczych punkty na różnego rodzaju karty i programy lojalnościowe, bo zamieniają się one później w realne pieniądze i to wcale nie takie małe. :)
Co do zakupów, to mamy też sklep New Look i te oto poniżej buty tam zakupiłam:
Obrazek można powiększyć. ;) Buty kosztowały 5 funtów, przecenione z 18. Najbardziej w tych zakupach ucieszyła mnie nie tyle promocja, co fakt, że niecałą godzinę na nie pracowałam, co w naszej Polsce jest raczej niemożliwe. :)
Mieszkanko:
Widok z okna i na okno:
Cicha spokojna dzielnica, idealni współlokatorzy z którymi można obejrzeć M jak miłość i odstresować po ciężkim dniu. ;) Mamy swój pokój, prawie swoją łazienkę (w domu są 3) i wspólny, ze wszystkimi salon, gdzie można sobie pooglądać telewizję, której wcale nie brakowało mi przez ostatnie 5 lat. ;)
Z domu do centrum miasta mamy ok. 20 minut, jednak w przypadku, gdy się zgubisz, co zdarzyło mi się już dwa razy, trwa to ok. godziny. ;)
Poruszanie się w Anglii:
Jeżeli chodzisz na piechotę i się gubisz, to zawsze możesz jechać gdzieś samochodem!! Już pierwszego dnia się odważyłam i ciekawe to doświadczenie, jak jedyna myśl w Twojej głowie, to: lewa strona, lewa strona, trzymaj się lewej strony. :D Jest dobrze i wcale nie tak trudno. :) Największym dla mnie zaskoczeniem są pojawiające się znikąd ronda. :D Jedziesz autostradą (do spożywczego, 3 minuty drogi od domu ;)) i nagle RONDO. :P Nie wiem o co w tym chodzi, uczę się ich na pamięć. :)
Ludzie:
W banku polka, w agencji polka, na ulicy Polacy... :) Wychodzisz na angielski spacer, a tam na mostku:
Taka sytuacja. ;)) Wiele języków można usłyszeć dookoła, jednak Portugalczycy przebijają wszystko i wszystkich, bo każdego jestem w stanie zrozumieć, jak mówi po angielsku, tylko nie ich. :) Brytyjczycy są bardzo mili i często możesz usłyszeć przy kasie pytanie: how are you? i na pożegnanie: have a nice evening! Uśmiech za każdym razem. :)
Pogoda:
Deszcz widziałam tu tylko raz a poza tym jest ciepło, słonecznie, ale nie gorąco, czyli idealnie dla mnie. :)
Na pewno o czymś zapomniałam. ;) Poniżej zdjęcia z dzisiejszego spaceru:
Pozdrówki i buziaczki. :*
Gdybyście byli czegoś ciekawi, to śmiało piszcie! :)