sobota, 18 lipca 2015

holiday, so beautiful

Bylim, widzielim i wrócilim. I przeżylim. I tęsknim.

Tęsknię ja, mimo iż było to najbardziej intensywne 9 dni w ostatnim czasie, wróciliśmy zmęczeni bardziej niż przed urlopem, ale było warto. Od początku.

Nasza podróż rozpoczęła się w piątek 03.07, kiedy to o 5:30 uradowani i podekscytowani wyruszyliśmy na lotnisko.




Do celu dotarliśmy o 6:30, gdzie stanęłam w kolejce aby nadać bagaż a czas dłużył mi się niemiłosiernie, bo czasu mało a w planach miałam jeszcze zakupy na bezcłowym. Stansted to nie lotnisko w Modlinie, więc trochę czasu zajmuje przedreptanie z miejsca na miejsce. Chociaż Modlin też ma zalety, przyjeżdżasz 10 minut przed zamknięciem bramek i jeszcze zdążysz zrobić siku i kupić wodę za 6 zł. ;) Po 40 minutach czekania biegniemy do odprawy, wpadamy na bezcłowy a tam


lot szacowany na 12:10. A myślałam, że przygody na lotniskach są tylko w opowieściach i nam na pewno nic takiego się nie przydarzy. Kierunek ---> kawa.



Kawa z Kenym zawsze spoko. ;) Czekamy, czekamy, czekamy, czekamy...



11:30 - patrzymy na tablicę na której za chwilę ukaże się numer bramki i nagle czas odlotu przesuwa się o kolejne pół godziny. Kiedy to już około 12 dowiedzieliśmy się, że jednak lecimy, wyruszyliśmy aby odszukać nasz gate i zapakować się do samolotu. 12:20, 12:30 (podjeżdża samolot, wypakowują się ludzie), 12:40, 12:50..


wsiadamy!! Po zapoznaniu się z zasadami bezpieczeństwa


startujemy o 13:13 (powinniśmy o 8:25).


Wyjmuję słuchawki z uszu i mówię do Kamila: mam jakieś złe przeczucia. Ha!! Zostanę wróżem. Niczego jeszcze nieświadomi i zmęczeni usypiamy. Budzimy się gdzieś nad Polską



Pilot informuje nas, że za 10 minut będziemy lądować na lotnisku Warszawa Modlin. Obniżamy lot po to aby kilka minut później wznieść się i usłyszeć: nie możemy lądować, air traffic ;), lecimy na lotnisko Kraków Balice. W samolocie szał. :D Uśmiechnęliśmy się tylko pod nosem i czekamy na dalsze info. Info jakże radosne, z Krakowa pojedziemy do Warszawy autobusem (+6 godzin!?!?!?). ;) No cóż.. a moja kosmetyczka o 19!?!?!? Nad Krakowem dowiedzieliśmy się, że jednak zorganizowany będzie lot z powrotem do Modlina (mamy godzinę 17, kosmetyczka lituje się i przekłada mi wizytę na 21). Lądujemy z taką gracją, że czuję się jak rzucony worek z ziemniakami. :P Wysiadamy, wsiadamy do autobusu


podjeżdżamy DOSŁOWNIE 20 metrów, do samolotu stojącego obok - czekamy. 5 minut, 10 minut.. wysiadamy z autobusu, wsiadamy do samolotu. Siedzimy. Czekamy, bo 3 osoby postanowiły wysiąść i szukają ich bagaży. :)

`

18:00 - Startujemy!! Pilot mówi: będziemy lecieć 20 minut. 18:50 - lądujemy - z taką samą gracją jak poprzednio. :) Czekamy na bagaże.. zabieramy ze sobą płaczącą Panią, która nie ma dojazdu do domu i ktoś ją odbierze z Ostrołęki. Jedziemy.


21:00! jesteśmy w domu. Nie zdążyłam do kosmetyczki, pójdę w sobotę rano. :) 

Odwiedzinki u rodzinki, ale najlepsze z tego wszystkiego, że znowu miałam okazję wsiąść do naszej pszczółki. :)


Myślałam, że po stłuczce będzie mi ciężko prowadzić, że będę się bała i szybko z tego zrezygnuję. Wielokrotnie śniło mi się, że jadę samochodem, nie ma żadnej drogi ucieczki i uderzam w coś na drodze. A tu zdziwienie. Czuję się pewniej za kierownicą, jestem ostrożniejsza i jeździ mi się o wiele lepiej. :) Jesteśmy teraz na etapie kupowania samochodu w UK i nie mogę się doczekać, kiedy ogarnę biegi po lewej stronie. :)

SOBOTA 

Wszystko na wariata, pobudka o 7, fryzjer, kosmetyczka, jedziemy na wesele do Rawy Mazowieckiej. Chwilę przed wyjazdem trzeba było jeszcze odwiedzić warsztat, po drodze korki, dojeżdżamy godzinę spóźnieni. 



Na weselu było baaaaardzo zabawowo. :) Super zespół, który termin naszego wesela ma już zajęty. :( Pyyyszna szamka i doborowe towarzystwo. 


KTO NIE PASUJE DO POWYŻSZEGO ZDJĘCIA?





oraz fotobudka, którą planowaliśmy wdrożyć na naszą imprezkę za rok i utwierdziliśmy się w przekonaniu, że warto ;)


<--- Pitbull ;) :*




a następnego dnia poprawiamy




do domu wróciliśmy póóóźnoo..

PONIEDZIAŁEK, WTOREK, ŚRODA, CZWARTEK, PIĄTEK, SOBOTA

:) Wszystkie dni zlały mi się w jeden.Wiem na pewno, że u dentysty byłam trzy razy. Tego się nie zapomina. :) Już mam prawie uśmiech idealny. Wiem też, że znieczulenie zaczyna u mnie działać dopiero jak wchodzę do domu. Serio. Ten typ tak ma, trzeba długo czekać. 

W końcu przytuliłam mojego przyszłego chrześniaka, Kajtka, który jest najsłodszym Kajtkiem na świecie. 

Happy little chappy ;)



można go przytulać i całować nieustannie, jest boski! :*

Odwiedziłam fryzjera. Zdjęcie w drodze do


przed wizytą (7 rano znów... )



a zdjęcia po nie ma. :) Bo uczesała mnie tak, że wszystko rozwaliłam i wyprostowałam włosy. Klasyczek. Tego też dnia wybraliśmy się do Warszawy. W odwiedziny do mojej Góralki i na sesję. :)

Taka oto krótka zapowiedź





Norbercikowe wyczyny.

Fotki zamierzamy wykorzystać do zaproszeń i do prezentów dla gości, a reszta, to tajemnica. ;))

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa to nasz przyszły samochód


;))) i nasza kochana Gabryśka Kapryśka :*.

W piątek przyjechała moja najpiękniejsza



mała, słodka Em :*

W tygodniu znaleźliśmy chwilę na malowanie 


oraz na odwiedzenie sali


a także na inne malowanie



czesanie


i jeszcze inne malowanie


i na chrzciny w niedzielę



i na 158 innych rzeczy, które sprawdziły, że czas uciekł tak szybko.. za szybko.

Czas wracać..


smutny Kamil



zmoknięta Lena


ajajaj cóż to był za tydzień :) niewyspanie x 10, szczęście x 21684634863 :)


Bu zia ki w nos dla wszystkich :* I widzimy się w PL 12 września ;)))) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz