Ale ten czas ucieka. Już prawie marzec. Muszę zacząć więcej pisać, żeby kiedyś kiedyś móc sobie poczytać i powspominać. :) Dziś byliśmy w Newmarket, gdzie mieści się polska knajpa Under the Eagle. Jadłam takiego pysznego mniam mniam oscypka z żurawiną.
I placki ziemniaczanee!! Mama robi lepsze. :)
Ostatnio mieliśmy też okazję być w azjatyckiej knajpie Wagamama i jadłam najlepszy makaron świata
I piłam super sok owocowo warzywny (jak zawsze rozczochrana).
Ale nie ma to jak domowe śniadanie mistrzów
Nie wierzę, że Kamil jada łowsianki, ale chyba zarażam go troszeczkę tym zdrowym jedzeniem. ;)
A w piątek startujemy z Kamilem oczyszczanie naszych jelitek i móżdżków - 5dniowy detox sokowy. Can't wait. Zaczynamy w piątek, bo podobno drugi i trzeci dzień są najgorsze. Nie pod względem głodu, ale psychicznym i z ewentualnym spadkiem energii. Podobno. I startujemy niedługo znowu z biegankiem. Jest mnie 4 kg mniej, ale zostało tylko 15 tygodni i 10 k nadbagażu. :) Coraz jaśniej za oknem popołudniami, coraz cieplej..
Chociaż z tym coraz cieplej bym nie przesadzała, bo w ostatnim tygodniu byłam świadkiem koncertu pogodowego "wszystko w jednym". Rano słońce, następnie deszczyk, słońce, grad, w nocy na minusie. Trochę śniegu, porywiste wiatry. Czasami czuć już wiosnę w powietrzu..
no ale nie w poranki, jak ten.
Znaleźliśmy kogoś, kto będzie nam śpiewał na ślubie! Się nie mogę doczekać. :)
Walentynki za nami. Dostałam najlepszy prezent na świecie.
:) Romantico.. podobno mężczyzna przestaje być romantyczny po ślubie, czyżby mój zaczął przed? ;)
No nie, ale ta część prezentu jest najlepsza.. zaraz po:
Hehe :) śpiewające zwierzątka :D mega są
i moje melisski nowe, kolejna para do kolekcji
<3
Kupiliśmy naszej małej Em taką piękną sukienkę..
i po cichu marzę, że Emilka nie wystrzeli super szybko do góry i wystąpi w niej na naszym weselu. :)
A raczej podrepcze przed nami w Kościele.
Idę poprzytulać się do narzeczonego, bo czeka mnie ciężki tydzień w pracy.
A i jeszcze angielski. Przygotowania do egzaminu trwają. Spełniam nierealne i wymarzone. :)
Miłego życia!
I placki ziemniaczanee!! Mama robi lepsze. :)
Ostatnio mieliśmy też okazję być w azjatyckiej knajpie Wagamama i jadłam najlepszy makaron świata
Ale nie ma to jak domowe śniadanie mistrzów
Nie wierzę, że Kamil jada łowsianki, ale chyba zarażam go troszeczkę tym zdrowym jedzeniem. ;)
A w piątek startujemy z Kamilem oczyszczanie naszych jelitek i móżdżków - 5dniowy detox sokowy. Can't wait. Zaczynamy w piątek, bo podobno drugi i trzeci dzień są najgorsze. Nie pod względem głodu, ale psychicznym i z ewentualnym spadkiem energii. Podobno. I startujemy niedługo znowu z biegankiem. Jest mnie 4 kg mniej, ale zostało tylko 15 tygodni i 10 k nadbagażu. :) Coraz jaśniej za oknem popołudniami, coraz cieplej..
Chociaż z tym coraz cieplej bym nie przesadzała, bo w ostatnim tygodniu byłam świadkiem koncertu pogodowego "wszystko w jednym". Rano słońce, następnie deszczyk, słońce, grad, w nocy na minusie. Trochę śniegu, porywiste wiatry. Czasami czuć już wiosnę w powietrzu..
Znaleźliśmy kogoś, kto będzie nam śpiewał na ślubie! Się nie mogę doczekać. :)
Walentynki za nami. Dostałam najlepszy prezent na świecie.
:) Romantico.. podobno mężczyzna przestaje być romantyczny po ślubie, czyżby mój zaczął przed? ;)
No nie, ale ta część prezentu jest najlepsza.. zaraz po:
i moje melisski nowe, kolejna para do kolekcji
Kupiliśmy naszej małej Em taką piękną sukienkę..
i po cichu marzę, że Emilka nie wystrzeli super szybko do góry i wystąpi w niej na naszym weselu. :)
A raczej podrepcze przed nami w Kościele.
Idę poprzytulać się do narzeczonego, bo czeka mnie ciężki tydzień w pracy.
A i jeszcze angielski. Przygotowania do egzaminu trwają. Spełniam nierealne i wymarzone. :)
Miłego życia!
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz