Tak jak obiecałam (w końcu) piszę. Jeszcze w Polsce, w ostatnim tygodniu pobytu, cały czas marudziłam i narzekałam Kamilowi, że na pewno będziemy mieszkać pod mostem, bo nie znajdziemy pracy (mostu w Thetford nie mamy, ale jest kilka małych mosteczków i mielibyśmy łabądki za sąsiadów ;)). Naprawdę się tego obawiałam, jednak strach przed pracą okazał się niczym wobec stresu jaki przeżyłam już jej szukając (chodzi mi oczywiście o przymus kontaktu w innym języku). UK ma to do siebie, że przyjezdni pracują w różnego rodzaju fabrykach i magazynach. Do prac biurowych, na wyższe stanowiska, pierwszeństwo mają Brytyjczycy. Kamil już w środę po przyjeździe poszedł do pracy, a ja zestresowana chodziłam po agencjach. Załapałam się na jedno małe szkolonko w fabryce Jeyes (produkują jakieś proszki i inne takie takie) i sam zapach (swoją drogą ładny) przyprawiał mnie o ból głowy i mdłości. Powiedziałam stanowcze NIE, mimo iż pisali i pytali, czy chcę iść(taki jest tu sposób porozumiewania się z potencjalnym pracownikiem). Wady tej pracy: niepewna, bo dzwonią i wtedy idziesz oraz śmierdząco - pachnąca (może można się przyzwyczaić, ale to nie na moje bóle głowy). Ano i założyliśmy sobie na początku, że chcemy pracować na rano, żeby się widywać i spędzać razem czas. W czwartek (04.09) pojechałam do sąsiedniego miasteczka Brandon i tam w agencji Recroot, po godzinie wypełniania papierów dowiedziałam się, że na 15:45 idę do pracy. :ooo Oczywiście przedstawiłam swoją prośbę, że chcę pracować na rano, bo po południu mam angielski i otrzymałam informację, że jak tylko się uda, to zostanę przeniesiona na rano. :) I tak oto zaczęłam pracę w firmie Direct Table Foods. Popracowałam dwa dni na popołudnie i od zeszłego poniedziałku wstaję o 5:30 rano, bo przeniesiono mnie na zmianę dzienną.
Zacznę od wad pracy na boczkach ;)
- chłodek, chociaż jak się ubiorę ciepło, to jest okej :)
- nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudaaaaa nuda nuda nuda
- prawdopodobnie tylko do świąt, ale zaleta tej wady jest taka, że kurs angielskiego trwa 10 tygodni i będę się mogła zwinąć gdzieś indziej, najlepiej na lotnisko ;) - przecież raz się żyje
- Portugalczycy - ich angielski przechodzi moje najśmielsze oczekiwania :D
Zalety:
- stawka minimalna, ale idąc do sklepu nie zastanawiam się co mam kupić, jak to robiłam w Polsce + mogę sobie odłożyć, kupić ubrania i jeszcze niewiemco
ĆEKAWOSTKA - w UK od października stawka minimalna wzrasta od 6,31 do 6,50 oraz w umowie mamy zapisane, że po 12 tygodniach firma ma obowiązek pracownikowi agencyjnemu podnieść stawkę do takiej, jaką mają pozostali (prawo to jest trochę oszukiwane i dzieje się tak po około pół roku, ale dzieje, bo musi :))
- o 15:15 jestem już w domku :)
- mam przerwę na jedzonko o 10:45 a obiad jem po pracy, więc w końcu jadam regularnie :D (tak, Katarzyna :))
- miłe koleżanki
- dużo znajomych, bo całe Thetford tam pracuje :)
- motwacja do działania
- przez 8 godzin jestem w stanie przemyśleć sobie wszystko :D dosłownie
- i wszystko zaplanować
- Kamil i moi współlokatorzy pracują ze mną, tylko na innych działach, więc wsiadamy sobie rano w furkę i śmigamy do pracy
nie ma co szukać wad, wiadomo, że od razu nie zajmę kierowniczego stanowiska i nie wsiądę do samolotu, ale to przecież od nas samych zależy. :) Czekam tylko na opinie, że lepiej siedzieć w Polsce i zarabiać mało niż tutaj zapierdzielać i mieć kasę. Masz tyle na ile się odważysz. :) Praca nie jest ciężka, tylko zwyczajnie nudna. Wstawanie rano też już mi nie straszne.
Idę szukać inspiracji na kolejną notatkę i oglądać film "Gwiazd naszych wina" - podobno mam sobie przygotować paczkę chusteczek, lub też rolkę papieru toaletowego - co kto woli. :)
Buziaczki
Zacznę od wad pracy na boczkach ;)
- chłodek, chociaż jak się ubiorę ciepło, to jest okej :)
- nuuuuuuuuuuuuuuuuuuuudaaaaa nuda nuda nuda
- prawdopodobnie tylko do świąt, ale zaleta tej wady jest taka, że kurs angielskiego trwa 10 tygodni i będę się mogła zwinąć gdzieś indziej, najlepiej na lotnisko ;) - przecież raz się żyje
- Portugalczycy - ich angielski przechodzi moje najśmielsze oczekiwania :D
Zalety:
- stawka minimalna, ale idąc do sklepu nie zastanawiam się co mam kupić, jak to robiłam w Polsce + mogę sobie odłożyć, kupić ubrania i jeszcze niewiemco
ĆEKAWOSTKA - w UK od października stawka minimalna wzrasta od 6,31 do 6,50 oraz w umowie mamy zapisane, że po 12 tygodniach firma ma obowiązek pracownikowi agencyjnemu podnieść stawkę do takiej, jaką mają pozostali (prawo to jest trochę oszukiwane i dzieje się tak po około pół roku, ale dzieje, bo musi :))
- o 15:15 jestem już w domku :)
- mam przerwę na jedzonko o 10:45 a obiad jem po pracy, więc w końcu jadam regularnie :D (tak, Katarzyna :))
- miłe koleżanki
- dużo znajomych, bo całe Thetford tam pracuje :)
- motwacja do działania
- przez 8 godzin jestem w stanie przemyśleć sobie wszystko :D dosłownie
- i wszystko zaplanować
- Kamil i moi współlokatorzy pracują ze mną, tylko na innych działach, więc wsiadamy sobie rano w furkę i śmigamy do pracy
nie ma co szukać wad, wiadomo, że od razu nie zajmę kierowniczego stanowiska i nie wsiądę do samolotu, ale to przecież od nas samych zależy. :) Czekam tylko na opinie, że lepiej siedzieć w Polsce i zarabiać mało niż tutaj zapierdzielać i mieć kasę. Masz tyle na ile się odważysz. :) Praca nie jest ciężka, tylko zwyczajnie nudna. Wstawanie rano też już mi nie straszne.
Idę szukać inspiracji na kolejną notatkę i oglądać film "Gwiazd naszych wina" - podobno mam sobie przygotować paczkę chusteczek, lub też rolkę papieru toaletowego - co kto woli. :)
Buziaczki

:) widać, że Ci tam dobrze i mnie to cieszy :)))))))) Katarzynka Be
OdpowiedzUsuń