poniedziałek, 1 września 2014

brand new life

Dotarliśmy i żyjemy!!


Oto miejsce w którym przyjdzie nam mieszkać i żyć przez kilka najbliższych miesięcy, czy też lat. :)

Ale od początku...
Nasza podróż rozpoczęła się 29.08.2014 o godzinie 10:30 (a miała o 9) w Polsce, w mieście wszystkim znanym - Ostrołęka. Ruszyliśmy do Warszawy aby odwiedzić w pracy mojego Góralka (:*) i oddać po raz 4 telefon do naprawy a także by nawiedzić moich Kolporterowców (:*) a następnie śmignąć autostradą A2 ku granicy niemieckiej. :) W głowie myśl: ZDĄŻYMY, NA PEWNO ZDĄŻYMY NA PROM. ;)

Śmigam ja:


Śmiga Kamil:


(na moim zdjęciu widać, że jadę szybciej niż Kamil ;)))

Śmigamy my:



Co najbardziej zdziwiło mnie podczas podróży? W Polsce wydaliśmy na autostrady (ok. 300 km) 77 zł, w Niemczech, Holandii, Belgii oraz Francji nie zapłaciliśmy nic... :| Miałam ochotę zapytać Panią z okienka WTF? Podróż w Polsce minęła nam szybciutko, zaliczyłam po drodze prawie wszystkie sikalnie opisane jak MOP, chociaż wolałabym sikać w lesie, jednak gdy już dojechaliśmy do Niemiec i czekał na mnie toj toj, to polskim kibelkom daję 11/10 punktów. ;) Z ciekawostek dodam, że paliwo przed granicą kosztowało 5,90 zł, gdzie w normalnych warunkach byłby to koszt około 5,30 zł. Ilość aut wyjeżdżających z Polski, na brytyjskich blachach była zatrważająca. Przekroczyliśmy granicę i oto, co zobaczyliśmy:

NIEMCY





W Niemczech zostałam królową niekończącej się autostrady, co możemy zobaczyć poniżej:


Kiedy po około 3 godzinach monotonnej podróży przez Niemcy i wyprzedzania wszystkiego, co się da ;)))), już miałam wrażenie, że za chwilę się skończą, ponieważ zapadał zmierzch...

(takie brzydkie Niemki a takie ładne niebo)

... zapytałam Kamila, czy zaraz przekroczymy granicę, po czym okazało się, że nie jesteśmy nawet w połowie!!! :O

Mała zamianka miejsc i przespałam granicę z Holandią. :P Przespałabym też i Belgię, ale musieliśmy zatankować i oto proszę:



90 ojro i ja śmigam dalej... patrzę na zegarek, patrzę na przewidywany czas dojazdu do Francji (prom mieliśmy o 4 rano) mówię:


I kto wykrakał!?!!? Przed samą Francją zaczęłam prawie kimać, więc zmieniliśmy się i przespałam kolejną atrakcję, czyli przekroczenie granicy. ;) Dojechaliśmy do portu w miejscowości Dunkierka o 3:33, a powinniśmy się tam stawić o 3:15. Ustawiliśmy się w sznurku samochodów do odprawy a naszym zmęczonym oczom ukazał się widok:


Przy sprawdzaniu dokumentów przez zarówno francuskie jak i brytyjskie służby, każdy miał wątpliwości, czy Kamil to na pewno Kamil. :D Wrzuciłabym zdjęcie z dowodu dla porównania, ale mogłabym stracić głowę przy samej dupeczce, więc nie chcę ryzykować. ;))

JADZIEM NA PROM!
Ustawiliśmy się jako drudzy, 3:55, prom jeszcze stoi i nagle CIUFF CIUFF... odpłynął. xD Następny o 6 i jeszcze pewnie trzeba będzie zapłacić ponownie.. no to co, siku siku i spać. Wokół roiło się od polaków i co ciekawe, dużych rodzin z małymi dziećmi. O 5:30 obudziła nas jakaś kobitka, pokazaliśmy jej bagażnik i wjeżdżamy na prom. Nie wiedziałam jak to sobie wyobrazić, ale taki widok spotkaliśmy:


Coś jak dwu piętrowa knajpka z wygodnymi kanapami i stolikami. Oto dowód na to, że stoliki były bardzo wygodne a człowiek po kilkunastu godzinach jazdy jest zmęczony i tłum ludzi mu nie przeszkadza:



Innym też nie przeszkadza, jak widać w oddali:


Następnie wstajesz, widzisz za szybą nowy dzień, nie wiesz o co chodzi, mama dzwoni:



Anglia wita. :) Biletów nikt nam nie sprawdził, nic nie dopłaciliśmy, wyjeżdżamy.. lewą stroną. ;) Prowadzi Kamil a ja przesypiam prawie całą drogę śpiąc z nosem na pasie, jednak zdjęcia nie pokażę, bo to dość kompromitujące. :D



Jesteśmy w domu... cdn.

:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz