poniedziałek, 15 września 2014

rób co możesz z tym, co masz, tam, gdzie jesteś

Hej juuuuuuuuuuuuuu :)
Kolejny tydzień, a zarazem i weekend minęły, nawet nie wiem kiedy. W tygodniu nuda, praca, praca, praca, ale o tym będzie kolejna notatka, prawdopodobnie jutro. :) W sobotę wybraliśmy się do wesołego miasteczka i było naprawdę wesoło. :D Poniżej fotorelacja z krótkimi opisami a następnie pierwsza relacja zakupowo - jedzeniowa pt. co zaskoczyło mnie w spożywczakach w UK. ;) W niedzielę pojechaliśmy we czwórkę do JEDNEGO sklepu (my tylko po pomidory w puszcze i kukurydzę) i wróciliśmy po 3 godzinach, po 4 sklepach, z pełnym bagażnikiem. :P Eh zakupy.

Jak wiadomo, w naszej kochanej Polsce wesołe miasteczko czasem zawita do miasta i tak oto na czterech na krzyż atrakcjach ( z czego połowa to pompowane piłki do skakania dla dzieci i trampolina) możesz zakupić wejściówki na jedną atrakcję za ok. 10/15 zł od osoby. Atrakcja to dużo powiedziane. ;) Wiem, bo lubię wesołe ciasteczka ;) a za każdym razem, gdy już się wybrałam, to byłam zawiedziona, bo na trampolinę było ograniczenie do 50 kilogramów. :D W Anglii sprawa ma się trochę inaczej, czego miałam okazję doświadczyć w kwietniu, jak przyjechaliśmy na Wielkanoc, oraz w minioną sobotę. :) Każda atrakcja kosztuje funta dzięki czemu całe rodziny mogą sobie pozwolić na szaleństwo w lunaparku.

Oto ja, krzywy i zadowolony bywalec takich oto miejsc:


i Oni, moi nieocenieni współlokatorzy + mieszkaniec mojego pokoju ( ;) :* ):


Poniżej atrakcje na których miałam okazję przebywać. Na początek lajcik, coś sprawdzonego (zdjęcie robione z oddali, nie mam innego :(). Wciska Cię w podłogę, świat wiruje, całkiem spoko.



Następnie dałam się namówić na coś, czego będę żałowała przez długi czas. :P Zawsze mówiłam, że najbardziej lubię prędkość, najmniej kręcenie się w kółko i tak oto uległam namowom Romka i na poniższym zdjęciu jeszcze się niczego nie spodziewam:


tutaj też jeszcze się cieszę:


tu już mniej:


tutaj już w ogóle: 



OSTATNI RAZ WSIADŁAM NA KRĘCĄCE SIĘ COKOLWIEK. Diabelskie młyny i cała reszta kółek zdecydowanie nie jest dla mnie. :P Oszalałam chyba, bo później poszliśmy jeszcze na to:


i tym sposobem, cała zieloniutka, odczuwając swym żołądkiem każdą dziurę w ulicy, wróciłam do domu. :D

Pozostałe atrakcje poniżej. :) Pierwsza, z dedykacją dla Minionka Karola ;)


moje całkiem ulubione miejsce, na które by mnie nie wpuszczono ;) (z dedykacją dla Paulutka ;))


i reszta:








Lunaparki mają tutaj prawdziwy klimat i przyciągają tłumy. :) Dużo budek z jedzeniem, prawdziwe miejsca - jak z filmów - gdzie można wygrać maskotki. :) 

Okeeeeeeeeeeeej... to, co lubimy najbardziej, czyli jedzenie i mała niespodzianka, która mnie osobiście bardzo cieszy. ;)

Kilka fotek ze wspomnianego już sklepu funciak, gdzie wszystko taniocha:




W UK można kupić przebranie na każdą okazję. :) Urodzinowe, 18stkowe i pozostałe gadżety bardzo dostępne (te widoczne na zdjęciu, to tylko namiastka - głupio mi cykać wszędzie focie, ale się rozkręcam). W polskim sklepie dostępne masło "Ostrołęckie". :)

Nowość na rynku:


Coś dla maniaków ozdabiania tortów (Góral ;))


I dla leniwców (ja :))




Aaaaaand surprise!!





Oprócz Halloween, pojawia się już element świąteczny (zamiast zniczy i sztucznych kwiatów).

Z tegoż siedzącego, na podłodze, miejsca całuję wszystkich i pozdrawiam serdecznie! Jutro notatka o moim ciężkim żywocie w pracy. ;)

Oczywiście przypominam ponownie, że każde zdjęcie można powiększyć!!
(wszystkie rozmazane robił Kamil, ładne - ja :))


Ciao  

1 komentarz: