niedziela, 1 marca 2015

Sundayyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy



No cześć. :)

Dziś leniiiiwa niedziela i bardzo udana. Wybraliśmy się na spacer po mieście i zahaczyliśmy o kawiarnię Costa a zarazem taaaaaaaaaaaakie pyszne brownie..


(poniżej ja i moje bobo hery, których nie mogę opanować przy wietrznej pogodzie, ale w Anglii nikt nie zwraca na Ciebie uwagi :) - równie dobrze mogłabym tu siedzieć w piżamie)


yummy!

Odliczam dni do wyjazdu do Polski, w głowie obliczam też rzeczy, które muszę zabrać i nie wiem, czy nie będzie mi tu potrzebny bagaż rejestrowany, bo do podręcznego chyba się nie zapakuję..

W  piątek byłam na aqua aerobicu i co ciekawe, na takie zajęcia uczęszczają tu też mężczyźni. :) Mężczyźni, którzy znają wszystkie hity i śpiewają przez całą godzinę. :D Tu wszystko odbywa się jakoś bardziej na luzie.. na siłowni nie ma pokazu mody, wszyscy są bardzo pomocni, aż chce Cię ćwiczyć. Czasem czuję się jak miss mokrego podkoszulka, bo młode Brytyjki są naprawdę, ale to naprawdę grube i aż mi ich szkoda. Najważniejsze, że coś ze sobą robią. :) Bardzo dużo kobiet ćwiczy też siłowo (i wcale się nie wstydzą), czego w Polsce raczej nie zaobserwowałam, zresztą i mi się zawsze wydawało, że sprzęty na siłce gryzą. :D Jutro mam wolne, więc rano znowu na aqua a wieczorem zumbaaaa. We wtorek chyba w końcu przekonam się, żeby ruszyć na inne zajęcia.

A w ogóle Dzień Matki jest obchodzony w Anglii 15 marca. Tutaj nie ma problemów z prezentami. Idziesz do supermarketu i masz taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaką półkę ze wszystkim na daną okazję. :)

Zmykam, buziaki!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz