Chyba zemre z niecierpliwości. Wczoraj był tak smętny dzień, że jedyne na co się zdobyłam, to zajebisty obiad w postaci rybki z ziemniaczkami i surówką z kapuchy, bieganko w deszczu oraz 500 słówek z prof. Henrym. I upieklam chleb. Też.
Dziś grany był spinning i zrobiłam najlepsze na swiecie(zaraz po mojej Mamy) kotlety mielone! Ha! Dzień bez słodyczy #2 i dałam rade.
Moje włosy straciły trochę ;) na długości. Kamil zawsze krzyczał żebym nie obcinała, a jest zachwycony.
Mamy materac!!! W końcu. Jeszcze tylko łóżko i git majonez. ;)
Tym oto akcentem żegnam się i... NIE WYTRZYMAM!!!!!!! Chyba dostanę jutro mandat za prędkość. :D
Tęsknię jak stąd do wiesz gdzie...
:(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz