wtorek, 1 września 2015

Dzień 10

19 godzin...

Chyba zemre z niecierpliwości. Wczoraj był tak smętny dzień, że jedyne na co się zdobyłam, to zajebisty obiad w postaci rybki z ziemniaczkami i surówką z kapuchy, bieganko w deszczu oraz 500 słówek z prof. Henrym. I upieklam chleb. Też. 

Dziś grany był spinning i zrobiłam najlepsze na swiecie(zaraz po mojej Mamy) kotlety mielone! Ha! Dzień bez słodyczy #2 i dałam rade. 
Moje włosy straciły trochę ;) na długości. Kamil zawsze krzyczał żebym nie obcinała, a jest zachwycony. 

Mamy materac!!! W końcu. Jeszcze tylko łóżko i git majonez. ;)

Tym oto akcentem żegnam się i... NIE WYTRZYMAM!!!!!!! Chyba dostanę jutro mandat za prędkość. :D 

Tęsknię jak stąd do wiesz gdzie... 

:( 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz