Jest 5:35 i śmigamy właśnie na lotnisko, o 8:25 mamy samolot do Polski. Nie lubię tego. Przez ostatnie dwa dni zastanawianie się nad niesprawiedliwością losu, ze łzami w oczach, doprowadziło mnie tylko do wniosku, że życie to dziw**. I to jaka. Wszystko idzie jak z płatka i nagle ciach. Na kolana.
Oby tylko samolot dotarł na miejsce o czasie, a nie tak jak dwa miesiące temu - 7 godzin później.
A czy Ty człowieku, przytuliłeś już dziś kogoś bliskiego i powiedziałeś mu, że go kochasz?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz