Just do it!
Ale mam dzis moc. Post bedzie bez polskich znakow, bo juz jest pozno (22... Chodze spac z kurami, bo wstaje o 6) i pisze na tablecie. Na szybko. Dzien 5. Poranek. Budze sie na podlodze. ;) Klasyk z rana, pierwsza mysl: po pracy klade sie spac, zaden fitness, nie ma opcji - duzo slodyczy i do wyra. Osiem godzin pozniej zrezygnowalam ze slodyczy, jednak caly czas motywowalam sama siebie, zeby wyczolgac sie z domu na silownie. Szybki obiad, odwiedziny u sasiadow, ruszam. To byla najlepsza decyzja w moim zyciu ;) (druga zaraz po tym, jak powiedzenie: tak, pewnemu Panu ;)).
Circuts - moj wlasny, osobisty, personalny killer. Nie bylam nigdy na gorszych dla mnie zajeciach, pewnie jeszcze bede. ;) Zaczynamy od rozgrzewki, ktora polega na bieganiu, podskokach tudziez innych przysiadach. 10 minut. Potem juz tylko gorzej. Juz na samym poczatku powiedzialam do kolezanki: nie lubie biegac. Bach. 30 sekund cwiczenie na danej stacji, 30 sekund biegu - najszybciej jak mozesz, 10 sekund przerwy... I tak dalej, przed pol godziny. Nie czuje rak, nie czuje nog, nie czuje brzucha, czuje, ze zyje. :) Zakochalam sie w mojej silowni i codziennej dawce ruchu. ;) Goooood for me.
I ciagle zbieram pochwaly za poprawnie wykonywany plank i przysiad. Chodakowska mnie nauczyla. ;)
Tesknie dzien 5,
Nie zapomnij o breloczkach.
W glowie ukladam juz plan naszego powitania w srode. ;)
Breloczek!!
Kurkkkkaaaamm
A zeby nie bylo nudno, to zaraz wybiore jakas fotke z tableta i wkleje. Nie mowie, ze bedzie tematyczna. ;)
A jednak ;))

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz