Na wstępie zaznaczę, że notatka posiada dużo zdjęć i kilka filmików, które warto obejrzeć a przy tym wyłączyć dźwięk, bo śmieję się jak głupek. ;) Dosłownie jak głupek - wyłączcie dźwięk. Wpis ten miał powstać we wtorek po wyjeździe dziewczyn, ale czas poprzedzający ich wizytę oraz ten, gdy już były na miejscu zaowocował moim wiecznym niewyspaniem, więc po pracy padłam jak zwłoki i powstałam po 4 godzinach. W środę miałam taką migrenę, że padłam również jak zwłoki. W czwartek nie było czasu a w piątek zakupy, kręgle i tak o. Mamy niedzielę, a wczoraj też nic nie napisałam, bo była akcja porodówka - o tym za chwilę.
W czwartek tydzień temu niestety ominęły mnie zakupy w Norwich, ale dostałam w prezencie Minionkową piżamkę i wcale nie było mi tak smutno. ;) W piątek za to wybrałyśmy się do pubu. Leje deszcz - dzień pierwszy.
Moja prosta grzywka przestała być prosta, tak samo jak mój taneczny krok, którym wracałam do domu. A raczej szłam do samochodu. :)
Sobota: Lądek Zdrój! W końcu. Pogoda ładna.
jedziemy
pierwsza wizyta w metrze
pierwsze spojrzenie na to, co najpopularniejsze w Londynie
u Elki na herbacie:
love is in the air:
o jak tu ładnie!
kawa smakuje tak samo jak w Thetford ;)
Subway też
i chipsy
ale takiej karuzeli nie mamy!
i ten pan...
Było super!! Duuużo ludzi, godzinne kolejki do London Eye, więc sobie odpuściliśmy. A klimat fajny. Plan mój taki jest, by zakupić przewodnik po UK i skoro mamy już auto - w końcu zacząć zwiedzać. Gdy wracaliśmy już metrem na parking na którym zostawiliśmy samochód, na jednej ze stacji, gdzie się przesiadaliśmy - zobaczyłam ludzi z torbami z Primarka. Krótka instrukcja, co robi się w takiej sytuacji: pytasz gdzie tenże Primark się znajduje i do samochodu docierasz godzinę później.
Wracamy
zwłoki.
Wieczorem na grilla do sąsiadów, kolejne piwkowanie, kolejne kilka godzin snu a w niedzielę... ahh jedziemy do Pleasurewood Hills! Będzie padać - dzień drugi. Zebraliśmy ekipę, osób 9. Ogień. Nie ma nic fajniejszego, niż wybrać się taką paczką do wesołego ciasteczka. I nie ma nic lepszego niż 7 godzin w tymże ciasteczku, z czego przez 6 leje deszcz. OSOM! Zanim jeszcze zaczęło padać, na pierwszy ogień: łódeczka.
Sprawdziliśmy żołądki, gotowi na dalsze atrakcje! Jolly Roger!
i głupkowaty śmiech. Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jak już jechaliśmy na górę (około 65 metrów) miałam ochotę zacząć krzyczeć, żeby ktoś mnie stamtąd wyciągnął, bo nie dam rady. Bałam się jak cholera i na samą myśl aż mnie ciarki łapią, ale wiem że poszłabym jeszcze raz. ;) Na tejże atrakcji byliśmy razy dwa, za drugim razem też mówiłam: borze co ja tu robię!?!?!
Następnie mamy kolejeczkę. Super hicior.
A tu nagrany nasz cały przejazd. Kamil nagrywał, osiem osób w środku to reszta ekipy.
(na koniec filmiku relacje z przejazdu ;))
Tu akurat byliśmy razy pięć. Zaleta ulewy? Nie ma kolejek. Wsiadasz, wysiadasz, wsiadasz, wysiadasz. ;)
Po tym: Minionki!! Super przejazd, super zakręty, nie ma filmiku, bo wszyscy jeździli.
i samochodziki!
Kamil, gonisz!
i wtedy zaczął padać deszcz...
idziemy na szamkę
do zamku strachu, w którym straszyli prawdziwi ludzie
i po płaszcze przeciwdeszczowe :)
uwierzcie mi, że te okulary świetnie spełniają funkcję przeciwdeszczowych... zwłaszcza na łańcuchowej
mamy film nagrywany lodówką.. to znaczy: Kamil się schował pod dachem, bo padał deszcz i nas tak sobie, człowiek z cukru, przybliżył ;)
papugowe występy
emocjonujące safari
suche włosy:
a teraz najlepsze...
i my na tym najlepszym ;) To już końcówka więc została tylko nasza czwóreczka, przejazd numer 4.
Było suuperrrrrrr. Superowsko. Superowskowskowskowo. Zjazdy na pontonach, zjazd na łódce - do chlapiącej duuużej wody (kiedy już byliśmy cali mokrzy i było nam wszystko obojętne) i wiele wiele innych. :)
Przemoknięci, zmarznięci, szczęśliwi
i nie wiem czemu nie mamy wszyscy wspólnego zdjęcia.. ???
Poniedziałek!! Deszcz: dzień trzeci. Pojechaliśmy nad morze a była tylko rzeka. ;)
gdzie ma Kasia głowę?
I niestety nasz wspólny czas dobiegł końca. :(
też tęskniam moja Ka i pakuj się do miski, czekamy na Cię! :) :*
padało do czwartku..
Przyszedł piątek i wybrałyśmy się na kręgle
Do łóżka dotarłam około 2 w nocy i kładąc się wyłączyłam dźwięki. Za chwilę włączyłam. Włączyłam, wyłączyłam.. myślę: kto będzie do mnie dzwonił rano, przecież muszę się wyspać. Ostatecznie zostały włączone, a o 6 zadzwonił mój brat cioteczny z ulicy obok z informacją: Agata ma skurcze, będzie rodzić. :D Szybki prysznic, lekko pijana i za kilka minut docieramy na miejsce. O maj got. Pierwszy raz w życiu widziałam kobietę ze skurczami i chyba nie mieści mi się w głowie ten ból. Zadzwoniłam do położnej, szczegóły ustalone, jedziemy do szpitala. Odwieźliśmy ich, zostawiliśmy i około 19 (dopiero!!) zostaliśmy znowu ciocią i wujkiem. :)
i tak o :) udanego tygodnia, buziaczki!! :* lecimy biegać

































































Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle jak morze pięknie widać! haha :)
OdpowiedzUsuń