16:30, sobota. Patrzę w lustro, na swoje odbicie: spięte włosy tylko na połowie głowy, reszta - rozczochrana - opada na ramiona. Spoglądam w dół, a tam poniszczone, niezadbane, niepomalowane i nie do końca doczyszczone po pracy paznokcie. Za pół godziny ślub.. jedyna kosmetyczka, która o tej porze może się zająć moimi pożal się borze dłońmi, maluje je lakierem bezbarwnym i każe udawać, że wszystko jest w porządku. Akcja przenosi się do Kościoła, gdzie czytamy z Kamilem czytanie z Pisma Świętego i co chwila chichoczę, bo przestawiają mi się literki przed oczami. Dwie sekundy później oglądam się w lustrze a tam, na mojej pięknej (naprawdę była piękna) sukni wielka plama..
Tak, to jest mój koszmar. Koszmar, który śnił mi się ostatniej nocy i przyprawia mnie o kołatanie serca. :) A to jeszcze rok. A dokładnie rok, 52 dni, 17 godzin, 32 minuty i 43 sekundy. :) Zespół mamy, kamerzystę mamy, salę mamy i co najważniejsze: fotograf - obecny! Nie mamy za to całej reszty... i jak zaczynam myśleć, co jeszcze musimy ogarnąć, ile decyzji podjąć i ile rzeczy wybrać... począwszy od najprostszego.. nie podoba mi się żaden, ale to żaden wzór zaproszeń... no ale co zrobisz. Trudne wybory.. a i tak pewnie jedne z łatwiejszych w naszym wspólnym życiu. :)
Jak to powiedziała raz Kamilka Kurp: najważniejsze, że jest odpowiedni narzeczony!
Prawda.
o! wiązankę ślubną mam już wybraną :) trzeba tylko znaleźć cudotwórcę, który taką stworzy...
już tylko rok, 52 dni, 17 godzin, 22 minuty i 42 sekundy.

Przecież wiesz, że wszystko będzie najlepiej :) to jeszcze kupa czasu :)
OdpowiedzUsuń